Rekomendacje - Sprzedana muzyka
Rekomendacje
artykuł Dobrosława Kota w Znaku, marzec 2008
Jest chyba jakiś nieusuwalny kłopot z polskim pisaniem o wsi. Trudno podjąć ten temat, by nie wpaść w którąś z żłobionych od dziesięcioleci kolein. Pułapek jest wiele: a to mitologizacja, a to epatowanie naturalizmem, a to protekcjonalne poklepywanie czy wreszcie romantyczno-młodopolskie uwielbienie prostego ludu. Każda z tych soczewek, choć zapewne ukazuje część prawdy o ludziach wsi, nieuchronnie redukuje opisywany świat do pewnej gotowej wizji, przykrawa go do jednej z teorii.
Jak radzi sobie z tym problemem Andrzej Bieńkowski? Jest to na pewno postawa pokory. Nie wiem nic o ludziach wsi, prawdy o nich mogą mnie nauczyć jedynie oni sami, chcę przyjąć ich punkt widzenia-tak określił swoje założenia we wcześniejszej książce Ostatni wiejscy muzykanci. Czy jednak wiara w możliwość przyjęcia cudzego punktu widzenia nie jest dziś naiwnością? Warto przyjrzeć się, jak próbuje zrobić to sam Bieńkowski.
Sprzedana muzyka (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007) wygląda na pierwszy rzut oka jak materiał do reportażu o ostatnich muzykantach z polskiej wsi. Okruchy opowieści, zasłyszane historie, krótkie relacje z osobistych spotkań. Ale to tylko pozór reportażu. W rzeczywistości mamy w rękach świadectwo czyjejś pasji, trwającej ćwierć wieku przygody, ślad setek spotkań, tysięcy kilometrów zrobionych po drogach centralnej Polski w poszukiwaniu zapomnianych wiejskich skrzypków, harmonistów, basistów, bębnistów. Soczewka cały czas zogniskowana jest na muzykantach i ich muzyce. Wszystko inne pojawia się w tle, dopełnia całości obrazu. Tylko pośrednio dowiadujemy się więc o rolnikach, o przemianach wsi, o kłopotach chłopów znanych z doraźnej publicystyki.
Bieńkowskiego fascynują ludzie: artyści, którzy nagle stają się zbędni. Ich muzyka - transowe, improwizowane przez wiele minut oberki - stała się wstydliwym symbolem wiejskości. Ich ojcowie i dziadowie grali na weselach. Oni zaś - urodzeni w latach dwudziestych ubiegłego wieku - kiedy doszli do szczytu swych możliwości, zostali zastąpieni przez nowocześniejsze kapele, grające na miejskich instrumentach miejskie przeboje. Przy wiejskiej muzyce nikt nie chciał się bawić nawet na wiejskich weselach. Bieńkowski nie poprzestaje na wysłuchiwaniu ich opowieści, przesyconej żalem i nostalgią za dawnymi czasami. On zaprasza ich do muzykowania. Zbiera rozproszone po sąsiednich wsiach kapele i nagrywa. I ci starzy ludzie, często żyjący na obrzeżach lokalnych społeczności, nagle stają się znowu ważni. Wypełniają izby swoją muzyką, po raz kolejny udowadniają, że są artystami najwyższej próby.
Dziwne są dzieje muzyki. Rówieśnicy muzykantów odnajdywanych przez Bieńkowskiego dawno przeszli do legendy, a ich nazwiska zna cały świat: Charlie Parker, John Coltrane, Miles Davis. Innym muzykom Wim Wenders podarował drugą młodość, torując drogę do sławy filmem Buena Vista Social Club. Tu mamy opowieści o starych, schorowanych ludziach, żyjących często w biedzie, z niewielkich rent, o których świat nie słyszał, a ich sława nie przekraczała kilku sąsiednich wiosek.
Bieńkowski unika jednak syntez, nie dopina swojej książki ogólnymi wnioskami. Daje czytelnikowi jedynie okruchy opowieści. W jednostronicowych fragmentach uchwycone zostały pojedyncze sceny, zachowania, reakcje. Ale jednocześnie w tych okruchach widać prawdę o ludziach: o ich namiętnościach i słabościach, ich talencie i zwyczajnych troskach. Naprawdę warto wejść w ten świat.
Dobrosław Kot
Źródło: miesięcznik Znak, Numer 634 (marzec 2008)







