Janusz Prusinowski o Gacach

Kiedy w roku 1993 na seminarium teatralnym w Węgajtach spotkałem Andrzeja Bieńkowskiego i obejrzałem jego film z nagraniami wiejskich muzykantów, doznałem – wraz z powstającym wtedy „Bractwem Ubogich” – olśnienia. Poprosiliśmy Andrzeja, żeby skierował nas do kogoś odpowiedniego, bo chcemy się uczyć tej muzyki. Dostaliśmy skierowanie do Przystałowic Małych.

Jesienny wieczór, ciemno, docieramy do domu Tadeusza Jedynaka, gdzie przychodzi również Jan Gaca. Grają na skrzypcach i bębnią na przemian. My wsłuchujemy się, zachwycamy, nagrywamy i zaprzyjaźniamy. Wystarczyło nam tej muzyki i wrażeń na długi czas. Potem odwiedzaliśmy ich jeszcze wielokrotnie. Poznaliśmy również Piotra Gacę i jego syna Stanisława. Kiedy powstał „Dom Tańca” (w 1994 roku), zapraszaliśmy ich w różnych konfiguracjach, żeby grali na zabawach. Nagranie z jednej z zabaw znalazło się na płycie Gaców.

Piotr i Jan, rodzeni bracia, którzy pół życia grali razem wspólną muzykę w jednej kapeli (choć to Piotr był szefem i nauczycielem) – tak podobni, a tak różni. Wielokrotnie byłem świadkiem sytuacji, że grając razem, natrafiali na różnice: jeden chciał bardziej śpiewnie, drugi gęściej i równiej, jeden używał swoich czarodziejskich sztuczek, a drugi ich unikał i grał własne warianty. To z jednej strony bardzo ludzkie, z drugiej zaś pozwalające wniknąć w szczególność ich muzyki.

Czym różni się muzyka Gaców od muzyki Kędzierskich, Ciarkowskich, Latosa, Zarasia, Lipców i innych – kumpli z kawalerki, przyjaciół i konkurentów do grania?

Piotr, uczeń Jana Bogusza, widział i słyszał legendarnego mistrza w robocie, czyli na weselach. Uważam, że przejął od niego nie tylko melodie, ale także sposób prowadzenia tancerzy i „patenty na czarowanie”. Te patenty zawierają się przede wszystkim w rytmice i precyzji gry: w charakterystycznych uskokach prowadzonej melodii, które powodują u uważnego tancerza takie „przybicie” cholewą do podłogi, po którym wyskakuje się w powietrze i jest przez chwilę wrażenie latania. To daje z kolei poczucie mocy i wolności oraz pierwotną radość, jaką widzimy u małego dziecka podrzucanego do sufitu. Kolejne „sztuczki” to przeciągnięcia, które mają za zadanie „lot tancerza” maksymalnie wydłużyć.

Byli i są tancerze, którzy takie wrażenia lubią, i tacy, którzy wolą tańczyć równo… Dla tych drugich owe „efekty specjalne” oraz jeszcze granie każdej nutki odrobinę wcześniej, niż następuje rytm, oznaczało „podcinanie”. Gace potrafili zagrać i równo, i „z bajerami”, błyskawicznie rozpoznając gusta swoich zleceniodawców – tancerzy. Świadczą o tym również nagrania na płycie.

Piotra Gacę można również rozpoznać po „melodii” i brzmieniu jego skrzypiec – każdych, które weźmie w ręce. Wynalazł on (prawdopodobnie) charakterystyczny ozdobnik – łkający krótki tryl o całą tercję w górę. Brzmi to za każdym razem wzruszająco. Także wibracja na nieco obniżonym dźwięku prowadzącym przypomina ludzki śpiew. Jemu skrzypki „gadają”.

Jan ma wieloletnie, prymarne doświadczenie bębnisty rodzinnej kapeli. Oznacza ono rozumienie siły powtarzalnych sekwencji rytmicznych. Mam tu na myśli długie frazy bębnowe, często równe długością samej melodii, ale spojone bardziej z dynamiką tańca. Hindusi nazywają coś takiego „tala”. Taką sekwencyjność Jan ceni i przenosi również na skrzypce. Słychać to szczególnie w sposobie prowadzenia smyczka – ewidentnie i zdecydowanie wybijającego rytm odczuwany całym ciałem. Duże wrażenie robi obserwowanie Jana, kiedy sobie przytupuje do grania – nigdy nie jest to wybijanie „raz”, zawsze jest cała fraza z formułą zamykającą i kończącą. Jan jest artystą bębna i sztukę tę przenosi z sukcesem na skrzypce. Nie jest ona sprzeczna z subtelnością melodii, ale jest dodatkową linią – kontrapunktem – w melodii obecną.

Istotnym tematem jest budowanie następstwa melodii, które nazywam „schodami do nieba”. To dar dany największym mistrzom kajockim, którym obaj bracia władają genialnie. Wielokrotnie obserwowałem, jak te „zmiany” działają na tancerzy: dają dodatkowy napęd do tańca, wprowadzają kolejny ruch, kumulują energię, otwierają skrzydła i „ciągną wyżej”. Zazwyczaj były zmiany, gdy grało się długie tańce i istniało niebezpieczeństwo zarówno znużenia tańczących, jak i znudzenia się samego skrzypka, czy całej kapeli. Kiedy skrzypce grały z harmonią, konieczne było robienie zmian razem, dobre wspólne zmiany były zresztą znakiem jakości kapeli. Robione na gorąco, wymagały czujności i wzmagały intensywność wspólnego muzykowania. Następstwa i skojarzenia kolejnych melodii „ubijały się” na setkach wesel i zabaw. Słyszę w nich głęboką „wiedzę tajemną”. W tych przejściach jest także miejsce na wolność i fantazję, jak też i pokazanie „zapasu mocy” (szerokości i bogactwa repertuaru). Można to usłyszeć na nagraniach płyty z muzyką Gaców, szczególnie tam, gdzie Piotr i Jan grają do tańca.

Jak mawia Pan Jan, „muzyka jest nieskończona” – niech więc trwa MUZYKA WIELKIEGO RODU GACÓW!

Janusz Prusinowski

Fragment tekstu z książeczki 3XGace. Mistrzowie/Uczniowie

napisz do nas

Not readable? Change text. captcha txt
0
Share This