Jan Karaś

dokumentacja foto i video, wspomnienie Andrzej Bieńkowski

Jedziemy do Antoniowa nagrywać dwóch skrzypków: Jana Babisa i Jana Karasia. Uprzedziłem ich listownie o swoim przyjeździe. Biorę ze sobą basy czterostrunowe, nie licząc specjalnie na to, że uda mi się znaleźć basistę (Jan Wójtowicz, basista Babisa, zmarł w tym roku). Babis jest w domu sam, żona pojechała do córki. Okazuje się, że ma potłuczone skrzypce (potem Jan Jędrzejczak powiedział mi, że potłukła mu je sąsiadka, rzucając kamieniem w szybę; była wściekła, że jej mąż tak długo siedział u Babisa). Nadzieja w tym, że Karaś, który mieszka 300 metrów dalej, ma dobre skrzypce.
Karasia nie ma w domu. Żona mówi, że pojechał rowerem po bębnistę Stanisława Rogólskiego „Kacorka”. Nie możemy się go doczekać. Jedziemy po niego. Rogólski mówi, że wypili razem wino i teraz Karaś poszedł do Jana Jędrzejczaka (również bębnisty). Rogólski ma do mnie pretensje, że nie powiadomiłem go listownie o nagraniach, tak jak skrzypków. Powtarza to wielokrotnie, przepraszam go za to. W końcu, kiedy mamy już jechać, Rogólski prosi mnie, żebym wysiadł z samochodu, bo ma do mnie sprawę osobistą. Prowadzi mnie w pobliskie krzaki, głośno wykrzykując: „To ma 44 ary!” i ciszej: „Niech pan przygląda się tej szopce”. Nic z tego nie rozumiem, dopiero potem Rogólski tłumaczy (prosząc o dyskrecję), że to działka, którą chce sprzedać, a teraz obserwują nas ludzie ze wsi i pomyślą, że ja chcę ją kupić i wtedy jej cena wzrośnie. Jedziemy po Karasia i Jędrzejczaka.
Filmujemy w domu Karasia. Najpierw nagrywamy skład: Karaś – skrzypce, Rogólski – bęben (Karaś ma do niego pretensję, że za szybko bębni), Babis – basy (podobno jako młody chłopak basował na weselach). Babis nie chce, żeby mu bębnił Rogólski woli Jędrzejczaka, który bębni na barabanie i z którym odegrali co najmniej dwadzieścia wesel. Rogólski wciąż wyrywa się do tego, aby nagrywać jego grę na skrzypcach, ale jego produkcje są kwitowane przez muzykantów z trudem tłumioną wesołością. W pewnym momencie Babis zabiera mu instrument, mówiąc: „Daj, zrobimy z tego skrzypce” i zaczyna je stroić.
W przerwie Karasiowa częstuje nas kolacją (kaszanka, młoda gotowana kapusta, pomidory i ogórki). Jędrzejczak wyciąga pół litra. Jest bardzo miło, wyczuwam duży zapał do dalszych nagrań, choć sam, po pięciu godzinach filmowania, konam już ze zmęczenia.
Babis opowiada, jak przed wojną chodził uczyć się oberków do znakomitego harmonisty „Owczarka” w Nowym Mieście. Za pokazanie, i to tak z grubsza, jednego oberka płaciło się 3 złote.
Razem z Karasiem chodzili po weselach początkowo z basami czterostrunowymi. Czasami Babis chodził sam, zabierając tylko instrumenty, a basowali i bębnili goście weselni (bo prawie każdy umiał). Najczęściej jednak grywał po weselach z harmonistą, który został potem zatrudniony jako organista w kościele w Drzewicy. Mówi, że przed wojną tylko w piątki bywał w domu. Wracał z jednego wesela, a już na niego czekała furmanka na następne: „Człowiek się wyspał na wozie, a nawet w śniegu, bo był młody. Bez wódki nie dało rady tego wytrzymać, a tak człowiek wypił kieliszek i sen mu przechodził”. Męczył się człowiek za parę groszy, a teraz muzykanci mają raj, dostają 30-40 tysięcy, brzdąkają ze wzmacniaczem i grają tylko jedną noc.
Wszyscy obecni wyrażają się z najwyższym niesmakiem o tym, co teraz gra się na weselach, bo to żadna sztuka byle jak brzdąkać po strunach, „a niech prądu zabraknie, to zobaczymy, co zagrają”. Babis co jakiś czas wychodzi do swego domu, a to wygnać krowy, a to zagnać kurczaki. Robi się noc. Muzykanci rozegrali się cudownie, to naprawdę uczta duchowa słuchać ich teraz.
Babis chwali sobie grę z basami, które „zaokrąglają” wszystkie niedokładności skrzypka. Mówi, że najłatwiej jest grać z harmonią, bo skrzypek wtedy „aby dotyka strun” i gra melodię, nie wdając się w ozdobniki, szczegóły, „aby tak ogólnie”.
Po nagraniach idziemy do sąsiadów na wideo. Zbiera się sporo gapiów, atmosfera jest żartobliwie uszczypliwa. Najbardziej pokpiwają sobie z Rogólskiego, który z kolei każe sobie wyświetlać wielokrotnie fragment, gdzie gra na skrzypcach, i jest sobą zachwycony.
Rozwożę muzykantów do domów. Wracamy do Ulasek o wpół do drugiej w nocy.

Zeszyty etnograficzne, 13 lipca 1986

Biogram

Jan Karaś 1917-1989

Skrzypek z Antoniowa, z pogranicza radomsko-opoczyńskiego. W tej wsi żyło dwóch wybitnych skrzypków i co ważne: obaj uczyli się u kajockiego mistrza Antoniego Porczka z Nieznamierowic. Karaś, który mówił, że gra muzykę „bardziej od Opoczna” i Jan Babis, który grał „bardziej od Radomia”. Nagrania w tej muzykalnej wsi były zawsze dużym przeżyciem. Jan Karaś, tradycyjny skrzypek z epoki „przed harmonią” grał z basami i bębenkiem. Na nagraniach basował mu Jan Wójtowicz lub Jan Babis, bębnił Stanisław Rogólski. Kiedy nastały harmonie, tradycyjna muzyka Karasia przestała się podobać. Karaś udzielał się jeszcze jakiś czas w zespole regionalnym z Bielin.

Archiwa:
Archiwum Muzyki Wiejskiej fundacji Muzyka Odnaleziona

Publikacje:
2001 – Ostatni wiejscy muzykanci Andrzeja Bieńkowskiego, wyd. Prószyński i S-ka (2012 – drugie wydanie, Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona) 

Dyskografia:
2008 – Kajocy. Wokół Kędzierskich, Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona (nr 7 oberek – basuje)
2010 – Mazurki do wynajęcia, Wydawnictwo Muzyka Odnaleziona (nr 3 oberek Bielińskie olszynki)

Artykuły powiązane:

napisz do nas

Not readable? Change text. captcha txt
Share This